Wyścigowy hardtail zbudowany z włókien węglowych, toczący się na dużych kołach i napędzany sramowskim napędem 1x11, tak w jednym zdaniu można opisać Kross’a level B12.

Zacznijmy od najważniejszego, czyli specyfikacji:
Rama:               Kross Carbon SL
Widelec:           Rock Shox SID XX 15 QR
Koła:                 DT Swiss XR 1501 Spline One
Przerzutka:      Sram X01
Manetka:         Sram X01
Korba:              Sram X1 34t
Łańcuch:          Sram X1
Kaseta:             Sram XG-1180 10-42t
Hamulce:         Sram X0 (180mm/160mm)
Kierownica:     Easton EC 70
Mostek:            Easton EA 90
Sztyca:              Easton EC 70 Zero
Siodło:              Selle Italia SLR Kit Carbonio Flow
Opony:             Schwalbe Rocket Ron 29”x2.1”
Pedały:             Look S-track

Waga roweru: ok. 9.5kg

Zacząłem jeździć na tym rowerze po półrocznej przerwie od MTB – uszkodzona rama w starym rowerze, pół roku treningów tylko na rowerze szosowym - zrobiłem już na nim 500 km, więc już najwyższy czas na pierwsze wrażenia. Bałem się przesiadki z szosy na górala, przecież szosa praktycznie sama jedzie, a tu znowu będzie trzeba się przyzwyczaić do ciągłego napędzania roweru by przemieszczać się do przodu.

Oh, jak bardzo się „zawiodłem”, rower jest niesamowicie lekki, a przy tym piekielnie sztywny. Wsiadając na niego czujemy się jakbyśmy ujeżdżali zwiewną chmurkę płynącą po niebie w piękny lipcowy poranek, a nie wielkiego twenty-niner’a. Jadąc na nim, momentami odnoszę wrażenie jakbym miał dodatkowy silnik popychający mnie do przodu, prawdopodobnie przyczyniają się do tego fantastycznie toczące się koła od DT.

Dużym zaskoczeniem jest dla mnie napęd, blat korby ma tylko 34 zęby, a mimo to przy kasecie 10-42 spokojnie wystarcza, da się rozpędzić do 54 – 55 km/h nie urywając sobie nóg wysoką kadencją. Mimo to planuje wymianę na blat o rozmiarze 36 zębów – o ile mi się zmieści - co by przenieść się w wyższe partie kasety na treningach na naszej szczecińskiej nizinie.

Jedyną wadą roweru było fabryczne siodło – Fi'zi:k Tundra M1 Carbon – bardzo nie pasowało mi kształtem, i po przejechanych pierwszych 34 metrach postanowiłem wymienić je na swoje stare, wytarte, zniszczone, najwygodniejsze na świecie siodło Selle Italia SLR.
No dobra, jest jeszcze druga wada – tylko jeden koszyk na bidon! No ale w końcu to jest bolid do XC a nie maratonowa taczka.